Strona główna Podróże z plecakiem Tao – czyli ludzie. Kilka historii z rejsu Coron – El Nido

Tao – czyli ludzie. Kilka historii z rejsu Coron – El Nido

przez Monika

Dzięki rejsowi z Tao mogliśmy zobaczyć jak żyją Filipińczycy. Wysłuchaliśmy wielu wzruszających i ciekawych historii, które pokazały nam jak ich życie różni się od naszego. To była pouczająca lekcja. Dzięki tym rejsom zobaczyliśmy, że warto doceniać małe rzeczy.

Szczęśliwa nastolatka w ciąży

Na jednej z wysp zamieszkałych przez kilkanaście osób spotkaliśmy kuzynkę jednego z członków naszej załogi. Piękna i drobna dziewczyna, o uroczym uśmiechu, trzymająca się za wyraźnie powiększony brzuch. Po chwili rozmowy okazało się, że za miesiąc rodzi i ma 16 lat. Była bardzo podekscytowana tym, że już niedługo urodzi swoje pierwsze dziecko. Jej mąż pracuje na innej wyspie i ma 19 lat. Z jej opowieści wynikało, że bardzo go kocha i jest dla niej dobrym mężem. W czasie rozmowy zwróciliśmy uwagę z jaką czułością gładziła się po brzuszku. Zapytała nas o wiek i czy mamy dzieci. Gdy daliśmy jej odpowiedz była w ogromnym szoku i zaczęła pytać czemu, czy nie możemy mieć dzieci. Gdy jej odpowiedzieliśmy, że w najbliższym czasie nie planujemy, bo chcemy podróżować i realizować nasze marzenia na razie tylko we dwójkę, nie zrozumiała.

Wioska na jednej z wysp.

Dzieci jako największa wartość.

Dla Filipińczyków ogromną wartością i szczęściem są dzieci. Dzieci nawet w ubogich rodzinach są czyste i zadbane, nakarmione i szczęśliwe. Co prawda bardzo wcześnie zaczynają pomagać w pracach domowych i nikogo nie dziwi widok chłopca w wieku około 10 lat, który nosi worki o wadze zbliżonej do jego. Przez myśl nam przeszło, że przecież podobnie jest na polskich wsiach. Dzieci od małego uczą się obowiązków i pomagają. Dzieci na Filipinach nie narzekają, nie wyglądają na niezadowolone, a wręcz potrafią ciężką prace zamienić w zabawę, np. ścigając się z licznym rodzeństwem kto pierwszy przeniesie  worki z ryżem.

Kreatywność filipińskich dzieci – dziurawe styropianowe pudło zamiast dmuchanego koła.

Nudy na wyspie i gromadka dzieci.

Bardzo często filipińskie rodziny to rodziny wielodzietne. Nasz przewodnik Oli miał dwanaścioro rodzeństwa. Jego mama pierwsze dziecko urodziła w wieku 17 lat, a ostatnie mając 42 lata. Jego tata był burmistrzem na jednej z wysp, mama rodziła dzieci i zajmowała się domem. Na pytanie czy te dzieci były planowane, czy mama nie była zmęczona taką ilością dzieci zadał nam pytanie. „Pomyślcie, że jesteście na maleńkiej wyspie gdzie żyje tylko kilka rodzin. Nie ma prądu, telewizji, żadnych rozrywek. Oczywiście w ciągu dnia macie mnóstwo zajęć, choćby sprzątanie, karmienie zwierząt, gotowanie, łowienie ryb. A wieczorem się nudzicie. Mówiąc ściślej nudzi się mąż i żona. To co można robić we dwójkę? No i tak powstawało po kolei moje rodzeństwo”.

Radość z małych (wielkich) rzeczy.

Wracając do naszej wizyty na wyspie, gdzie poznaliśmy te nastolatkę w ciąży. Chwilę później przeszliśmy do domu jej rodziców. Była to najprostsza chatka bambusowa z kilkoma pomieszczeniami i kuchnią na zewnątrz. Co nas zaskoczyło w domku panował idealny porządek. Dzieci miały wydzielony swój kącik, gdzie miały maleńkie biurko i regał ze swoimi książkami. Wszystko ułożone jakby pod linijkę. Domek, w którym nawet nie ma prawdziwych okien (same otwory okienne) i podłogi, a było w nim tak czysto i schludnie, że nawet Perfekcyjna Pani Domu nie miałaby się do czego przyczepić.

Niesamowicie rozczuliła nas jedna z ozdób w domu. Co macie na tapecie komputera lub powieszone na tablicy korkowej w pracy? Myślę, że dużo osób odpowiedziałoby, że jest to zdjęcie jakiejś plaży czy chatki na rajskiej wyspie. U tej rodziny na ścianie wisiał obrazek z wydrukowanym zdjęciem willi. Zwykłego, białego, eleganckiego domku z zadbanym trawnikiem, bardzo przypominającym tym, jakie można zobaczyć na warszawskiej Sadybie. Czy oni marzą o takim domu? Być może tak, ale to pozostanie w sferze ich marzeń. Dlaczego?

Życie po tajfunie.

Filipiny raz na jakiś czas nawiedzane są przez siejące spustoszenie tajfuny. Niszczycielska siła zdmuchuje wszystko na swojej drodze, pozbawia drzewa gałęzi, palmy liści, rozwala domki. Murowane domy po pierwsze kosztują dużo więcej pieniędzy, po drugie tajfun porywający wszystko na swojej drodze spowodowałby ogromne zniszczenia, ryzyko zawalenia takiego domu, a co za tym idzie duże ryzyko dla zdrowia i życia jego mieszkańców. Chatka z bambusa jest lekka, nawet w przypadku zawalenia się jej nie powinna wyrządzić większych szkód. Poza tym materiały do budowy chatki są zdecydowanie tańsze, a sama jej odbudowa zajmuje czasami tylko kilka tygodni.

Do tej pory wspominamy opowieść lidera załogi, który opowiedział nam jak wyglądała pierwsza wizyta Tao na wyspach dotkniętych przez tajfun. Wyspy były w opłakanym stanie, wszystkie chatki były zniszczone, z przepięknych palm pozostały smętne kikuty pozbawione liści. Łódź Tao cumuje przy brzegu i ich oczom ukazują się mieszkańcy wioski, niektórzy tylko lekko poturbowani. Słychać śpiewy (a Filipińczycy pięknie śpiewają), śmiech, widać tańczących ludzi. Na pytanie czemu byli radośni w obliczu takich zniszczeń odpowiadają: bo żyjemy, nikt nie zginął. Liście palm odrosną, domy odbudujemy. Dlaczego mielibyśmy być smutni?”. Gdy słyszy się taką historię zaczyna ci być głupio, że przejmujemy się lub wręcz załamujemy zdecydowanie mniejszymi problemami. Ci ludzie tracą cały dobytek, zwierzęta, domy, a są wdzięczni Bogu za to, że żyją i są zdrowi. Nie płaczą, nie załamują się. Mają dużo mniej niż my, a paradoksalnie mają dużo więcej. Cieszą się każdą małą rzeczą.

Zniszczenia po tajfunie w 2013. Źródło: World Vision, Jon Warren

Narodowy sport Filipińczyków.

Któregoś wieczoru przeszliśmy się po wyspie, na której mieszkała tylko jedna rodzina. Romantyczny spacer, gwiazdy, praktycznie pusta wyspa. W końcu doszliśmy do wioski. Kilka chatek, w tym jedna większa. Głośny dźwięk agregatu, ale coś jeszcze. Hmmm, niski głos, typowy amerykański akcent krzyczący coś w emocjach, wiwaty tłumu. To dość dziwne dźwięki biorąc pod uwagę otoczenie. Przechodzimy obok największej chatki, a tam w jednym pokoju siedzi duża Filipińska rodzina i ogląda mecz koszykówki. Z uśmiechem nas witają i zapraszają do środka. Oglądaliście kiedyś mecz na rajskiej wyspie, w otoczeniu uroczo podekscytowanych Filipińczyków? Mają najprostsze chatki, nie mają nawet kuchni, ale mają telewizor i dostęp do zagranicznych kanałów.

Mieszkańcy Filipin uwielbiają koszykówkę, grać w nią i oglądać. Biorąc pod uwagę ich drobna budowę i niski wzrost może wydawać się to zabawne. Grają wszędzie w miastach, na wsiach i na maleńkich wyspach. Często boisko jest głównym miejscem spotkań okolicznej ludności. Okazuje się też, że bez boiska i na piasku można rozegrać naprawdę dobry mecz!

Przygotowania do rozpoczęcia meczu w czasie postoju na jednej z wysp.

Wyspy pełne śpiewu i muzyki.

Tao to też muzyka i śpiew. Filipińczycy uwielbiają śpiewać, często na podwórkach organizują karaoke. Na rejsie równie towarzyszyła nam wspaniała oprawa muzyczna.  Jeden członków załogi grał na gitarze, reszta chłopaków śpiewała. Hymnem naszego rejsu była piosenka Buwan filipińskiej gwiazdy, Juana Carlosa. Poza tym w ich repertuarze były amerykańskie hity, w tym sporo ballad. Wieczorami czasami zastanawialiśmy kto włączył ze Spotify tak świetnie wykonane covery i skąd wziął głośnik. Po chwili uświadamialiśmy że to nasza załoga rozpoczęła koncert. Piękne głosy, piosenki i ta ich ogromną radość że śpiewania. Uczestnicy rejsu zbierali się przy chłopakach Tao i ze szklanka Jungle Juice zaczarowani słuchali ich interpretacji popularnych piosenek.

Nasz przewodnik Vince grający na gitarze.

Filipiny to dla nas cudowne miejsce, Filipiny to przede wszystkim ludzie. Otwarci, uśmiechnięci, z cudownym poczuciem humoru, silni i o dobrym sercu. Rejs Tao, to przygoda, na której poznajemy ludzi z różnych stron świata. Poznajemy tez trudy życia lokalnych mieszkańców ich problemy, ale też uczymy się, ze można mieć naprawdę ciężkie życie i być szczęśliwym.

Link do strony Tao TUTAJ

Link do poprzedniego wpisu o Tao TUTAJ

1 komentarz
2

You may also like

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
ITW Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
ITW
Gość
ITW

Bardzo to ciekawe. A my martwimy sie rzeczami, ktore tak naprawde czasem w ogole nie zasluguja na to zeby sie nimi przejmowac. A atmosfery na łódce tylko pozazdroscić😊