Strona główna Podróże z plecakiem Mulu National Park – bogactwo niesamowitych jaskiń

Mulu National Park – bogactwo niesamowitych jaskiń

przez Monika

Naszą podróż po Sarawak, drugiej malezyjskiej prowincji na Borneo postanowiliśmy rozpocząć od jednego z parków narodowych – Mulu National Park. Przy granicy z Brunei, już po malezyjskiej stronie znajdują się dwa parki – Mulu National Park i Niah National Park. Oba są znane z niesamowitych jaskiń i oba równie często polecane. Po długich dyskusjach i przeczytaniu niezliczonej liczby komentarzy na Tripadvisor, nasz wybór finalnie padł na Mulu National Park. Ten park jest zdecydowanie lepiej utrzymany, przez co ma więcej do zaoferowania. Tutaj również oprócz możliwości obejrzenia jednych z największych jaskiń w Azji, można na własne oczy zobaczyć blisko dwumilionowe stado nietoperzy wyruszających na żer.

Podróż do Mulu National Park

Po tygodniowym pobycie w Brunei i wizycie w pałacu Sułtana, o której pisałam tutaj przyszedł czas ruszyć w dalszą drogę. Będąc w podróży po Azji Południowo-Wschodniej już szósty miesiąc nauczyliśmy się, że planowanie można odłożyć nawet na 1-2 dni przed planowanym wyjazdem. Nie inaczej stało się tym razem. Oczywiście wiedzieliśmy jaki chcemy obrać kierunek, ale dopracowanie szczegółów zostawiliśmy na praktycznie ostatnią chwilę.

Logistyka podróży po Borneo bywa kluczowa

Aby dostać się do Mulu National Park musieliśmy najpierw z Brunei dostać się do Miri w Malezji. Z Miri do Mulu droga jest już prosta – pod warunkiem, że nie wybiera się drogi lądowej. Do wioski Mulu, która jest punktem startowym dla trekingu po Mulu National Park, nie dochodzi żadna droga. Chcąc dostać się drogą lądową pozostaje podróż trzy dni łodzią w górę rzeki z postojami na nocleg w napotykanych po drodze wioskach. Prawdziwa przygoda, jednakże dość kosztowna, bo publicznego transportu na rzece nie ma. W związku z tym w każdym z kolejnych miast należy znaleźć chętnego rybaka, który zabierze nas dalej swoją łodzią za odpowiednią opłatą. Tak przynajmniej twierdzą ci, którzy taką podróż odbyli. Dlatego też, my tym razem postanowiliśmy odpuścić takie trudy (może następnym razem) i z Miri do małej wioski Mulu postawiliśmy… polecieć samolotem. Okazuje się, że w środku dżungli, znajduje się małe lotnisko obsługiwane przez Malaysian Airlines.

Próba złapania autobusu w Brunei

Dwukrotna próba wydostania się z Brunei

Zaopatrzeni dzień wcześniej w bilety, tj. bilet autobusowy pomiędzy stolicą Brunei i Miri na 7 rano i bilet na samolot z Miri o godzinie 14 tego samego dnia mogliśmy spokojnie pójść spać nieświadomi tego co nas czeka następnego dnia. A następnego dnia stało się to, co musiało się w końcu stać podczas naszej podróży – spóźniliśmy się na samolot. Co więcej spóźniliśmy się też na autobus, Dzięki temu już siedem godzin wcześniej wiedzieliśmy, że na samolot również nie zdążymy. Czy to wina zbyt późnego wyjścia, czy taksówkarza, który postanowił wybrać trzy razy dłuższą drogę (mimo, że stawka za kurs była stała), to już ciężko ocenić. Ważne, że przyjechaliśmy na miejsce 10 minut po odjeździe autobusu. Na szczęście Kelvin – zarządzający odjazdami autobusów powiedział, że możemy jechać autobusem o godzinie 14 bez dodatkowych kosztów. Na samolot może nie zdążymy, ale zawsze to już coś. Od słowa do słowa okazało się, że Kelvin swego czasu też dużo podróżował. Sporo czasu spędził również w Polsce, co oznajmił nam pokazując z uśmiechem na swojej kamizelce wielką naszywkę z polską flagą. Kelvin poradził nam też, by zadzwonić do Malaysian Airlines i dopytać o nasze opcje jeśli wiemy, że nie zdążymy na samolot. Byliśmy sceptycznie nastawieni do tego pomysłu, bo bilety kupiliśmy w najtańszej dostępnej taryfie. Okazało się jednak, że za 75zł od osoby możemy przełożyć nasz lot na następny dzień, więc finalnie można powiedzieć że nam się upiekło.

Już na lotnisku w Mulu – w drodze do Lindy i Mulu National Park

Miri – kolejne azjatyckie miasto

Trzygodzinna podróż do Miri upłynęła dość przyjemnie. Autobus był praktycznie pusty – my, para turystów z Niemiec i osiem lokalnych mieszkańców. Odprawa graniczna pomiędzy Brunei i Malezją również była sprawna. Zresztą czego oczekiwać, skoro w momencie gdy autobus podjechał na granicy nie było żywej duszy. Pieczątka wyjazdowa z Brunei, kolejna pieczątka wjazdowa do Malezji (już trzecia w tym roku) uprawniająca na pobyt przez 90 dni, skanowanie palców i dalej w drogę. Przymusowo w Miri musieliśmy znaleźć sobie nocleg. Standard pokoju mocno odbiegał od naszych oczekiwań, ale czego oczekiwać za 30zł za noc. Miri samo w sobie również nas nie porwało. Kolejne azjatyckie miasto ze sporym centrum handlowym – pobyt maksymalnie na 1 noc.

Widoki z okna samolotu do Mulu

Krótki lot turbośmigłowym ATR

Przelot samolotem należał do zdecydowanie najkrótszych jakie odbyliśmy w życiu, ale również do jednych z najlepszymi widokami. Od startu na lotnisku w Miri do lądowania w Mulu upłynęło raptem 25minut. Całość (przyspieszoną) możecie obejrzeć na poniższym filmiku. Wyraźnie widać, że więcej zamieszania było z samą odprawą i przygotowaniem do startu, niż rzeczywistego lotu. Lotnisko w Mulu jest bardzo małe, mniejsze nawet niż na Coron w Filipinach, najmniejsze do tej pory przez nas odwiedzone. Krótki pas startowy z nawrotką na końcu i mały terminal z miejsca kojarzący się z grą z lat ‘90 – Transport Tycoon Deluxe.

Witam w Mulu – jestem Linda…

Na lotnisku stało się coś, na co czekaliśmy już tak długo. W końcu ktoś czekał na nas z kartką z naszymi imionami. Odbyliśmy już tyle różnych podróży, ale nigdy nie doczekaliśmy się powitania, nawet na lotnisku w Warszawie. Taka mała rzecz a tak cieszy. Osobą która nas witała była Linda z noclegu, w którym się zatrzymaliśmy. Szukając noclegu w Mulu natknęliśmy się na relację na jednym blogu, jak cudowny był to pobyt u Lindy, jaką to wspaniałą kobietą jest Linda, jak dobrze gotuje i jakie cudowne wypieki robi. W związku z tym postanowiliśmy znaleźć kontakt do Lindy. Nie było to jednak łatwe, gdyż nie ma jej na Bookingu, nie ma na Agodzie, a na Tripadvisor nikt o niej nie słyszał. Gdzieś jednak udało się wygrzebać kontakt na Whatsapp. Dzień oczekiwania i sukces – Linda potwierdziła rezerwację.

Linda witająca nas na lotnisku w Mulu

…czyli jeden z naszych większych błędów

I to był jeden z błędów jakie do tej pory popełniliśmy. Gotowane jedzenie rzeczywiście nie było złe. Zostaliśmy poczęstowani również smacznym ciastem marchewkowym. Niestety to tyle z plusów. Dostaliśmy zwykły pokój w typowo wiejskiej azjatyckiej chatce z przeciekającym dachem i setkami mrówek, które pierwszej nocy obrały nas za swoją główną drogę transportową. Do tego nocleg był dość daleko od parku narodowego – około 40 minut piechotą. Normalnie byśmy nie narzekali, jednak za 100zł (Mulu jest dość drogie) człowiek oczekiwałby czegoś więcej. Chociażby tego, że gospodarz powita nas z uśmiechem na twarzy w swoim domu. Linda rozmowę zaczęła jednak nie od przywitania nas, a od zaoferowania nam wycieczki po parku z przewodnikiem do miejsc które nam nic nie mówiły i do tego jeszcze (jak się później okazało) po ponad dwukrotnie wyższej cenie niż gdybyśmy taką samą wycieczkę kupili bezpośrednio w biurze parku narodowego.

Droga dojazdowa do bram Mulu National Park

A mogliśmy się zatrzymać u lokalnego producenta wina…

Gdy dotarliśmy do bram parku narodowego żałowaliśmy, że nie zatrzymaliśmy się na terenie parku, w którym czekała na nas zadbana przestrzeń, schludne domki, restauracja na miejscu i bliska odległość do głównych atrakcji Mulu National Park. Niewątpliwie nawet nocleg u którejkolwiek z wielu rodzin w bliskiej odległości od parku byłby lepszym rozwiązaniem. Większości z nich nie ma ani na Bookingu, ani na Agodzie, ale spokojnie można znaleźć nocleg nawet już na miejscu podchodząc od jednego do drugiego domu. A jeśli dobrze się trafi, to może się okazać, że gospodarz produkuje w domu wino ryżowe i z ochotą wam sprzeda butelkę. My u jednego z gospodarzy kupiliśmy dwie 1.5 litrowe plastikowe butelki łącznie za 40 MYR (około 36zł). Co ciekawe, wino ryżowe zazwyczaj ma kolor lekko różowy. Nasze było natomiast zielone – barwione liśćmi pandanowca, co nadało mu też zupełnie innego smaku.

Wino ryżowe barwione liśćmi pandanowca

Atrakcje Mulu National Park – niesamowite jaskinie

Mulu National Park zajmuje powierzchnię ponad 80 tysięcy hektarów, a jego główną atrakcją są cztery pokazowe jaskinie. Do każdej z jaskiń wejść można jedynie z przewodnikiem. Jaskinie w Mulu są ogromne i mimo wytyczonych tras nie byłoby większym problemem się w nich zgubić. Ponadto niektóre z nich są częścią większych, połączonych ze sobą systemów jaskiń. Przewodnik oprócz typowo poznawczej roli pełni więc również funkcję strażnika dbającego, by każdy opuścił jaskinię. W sezonie każdą z jaskiń odwiedza codziennie kilkanaście do kilkudziesięciu osób. Znalezienie licencjonowanego przewodnika nie stanowi więc problemu. Najlepiej jednak jest wszystko zorganizować w biurze parku narodowego i dołączyć kilkuosobowej grupy zwiedzających.

Z przewodnikiem przed jedną z jaskiń

Przystanek pierwszy – Clearwater Cave i Cave of the Winds

Dwie z pokazowych jaskiń Mulu National Park – Clearwater Cave i Cave of the Winds znajdują się dość blisko siebie. Aby się do nich dostać trzeba przepłynąć łodzią 20 minut w górę rzeki. Pierwsza z jaskiń należy do jednego z największych na świecie systemów jaskiń, którego łączna odkryta długość to 220 kilometrów. Jednak ta liczba może się zmienić, gdyż nie wszystkie korytarze zostały jeszcze odkryte i zbadane. Dzieje się tak, gdyż oprócz mnogości odnóg, przez cały system przepływa podziemna rzeka o długości blisko 200 kilometrów znacząco utrudniająca dalsze badania. Łatwy dostęp do słodkiej wody w jaskini pozwolił na powstanie lokalnego mikrosystemu fauny i flory, a żyjące tu gatunki zwierząt w większości przystosowane są jedynie do życia w jaskiniach. Dla zwiedzających udostępniony został odcinek jaskini o długości około 2 kilometrów, jednak dla chętnych i bardziej doświadczonych istnieje możliwość zorganizowania kilkudniowej ekspedycji. Nam jednak dwukilometrowy spacer po jaskini wystarczył by powalić nas na kolana.

Druga z jaskiń, Cave of the Winds nie jest już tak spektakularna. Niegdyś i przez nią przepływała rzeka. Dziś, przechodząc przez udostępniony do zwiedzania 350 metrowy odcinek poczuć można edynie powiem świeżego powietrza. W jaskini obejrzeć można wiele formacji skalnych – zarówno stalaktytów i stalagmitów, jak i takich wyrzeźbionych przez wodę lub wiatr. Wyobraźnia podsuwa tutaj niekiedy niesamowite skojarzenia. Nie pytajcie jakie.

Przystanek drugi – Lang Cave i Deer Cave

Po drugiej stronie Mulu National Park znajdują się dwie inne jaskinie – Lang Cave i Deer Cave. Obie są częścią tej samej wycieczki i aby się do nich dostać należy najpierw pieszo pokonać 4 kilometrowy odcinek dżungli. Na szczęście trasa jest zadbana, nie trzeba więc przedzierać się przez zarośla. Pierwsza z jaskiń, to znowu ciekawe formacje skalne. Oszałamiające wrażenie robi natomiast druga z nich – Deer Cave. Jest to jaskinia mogąca się pochwalić drugim największym prześwitem na świecie. Niegdyś przez przez jaskinię przepływała masywna rzeka, która przez lata doprowadziła do powstania tak ogromnej przestrzeni. Deer Cave na każdym odwiedzającym robi niesamowite wrażenie, gdyż w największym miejscu jest wysoka na 125 metrów, szeroka na 169 metrów, a w wielu miejscach z góry lecą strumienie wody. Jaskinia posiada trzy ogromne wejścia z których do środka nieśmiało wdziera się roślinność i światło słoneczne tworząc niesamowite obrazy.

Żeby tego było mało, jaskinię zamieszkuje 12 gatunków nietoperzy tworzących setki odrębnych stad o łącznej liczbie szacowanej na 2 do 3 milionów zwierząt. I rzeczywiście ich obecność da się odczuć, nie tylko ze względu na dobiegające zewsząd piski, czy efekt poruszającego się sklepienia, ale przede wszystkim na zapach odchodów nietoperzy – guano. Zresztą z tym ostatnim związana jest ciekawa historia odkrycia jaskini. Otóż niegdyś jelenie zamieszkujące dżunglę żerowały w jednym specyficznym miejscu. Ludzie polujący na dziką zwierzynę postanowili sprawdzić dokąd w ciągu dnia masowo wędrują te zwierzęta. W ten sposób została odkryta jaskinia przy której, jak się okazało, jelenie uzupełniały swoją dietę o sól bogato zawartą w odchodach nietoperzy. Stąd też nazwa jaskini – Deer Cave.

Deer Cave sprawia oszałamiające wrażenie

Bat exodus w Mulu National Park

Zwieńczeniem wycieczki do Lang Cave i Deer Cave jest możliwość obejrzenia masowego opuszczania jaskiń przez nietoperze. Prawie codziennie (w zależności od pogody) około 2 miliony nietoperzy opuszcza przed zmierzchem okoliczne jaskinie w poszukiwaniu pożywienia. Trwający ponad pół godziny pokaz robi niesamowite wrażenie, gdy nietoperze w setkach, tysiącach, a często w dziesiątkach tysięcy grup przelatują z piskiem, wysoko nad głowami. Układają się przy tym w wymyślne konfiguracje mające zmylić drapieżniki. Z pewnością jest to coś co warto zobaczyć i na co warto było czekać ponad godzinę. Krótki filmik z tego pokazu możecie zobaczyć poniżej.

Pozostałe atrakcje w Mulu National Park

Mulu National Park oferuje jeszcze wiele innych atrakcji. Najpopularniejsze z nich to:

  • Canopy Skywalk – 500 metrowa trasa zawieszona na wysokości 30 metrów pozwalająca podglądać z bliska ptaki, a o poranku czasem również małpy zamieszkujące Mulu;
  • Garden of Eden – całodniowa wycieczka do doliny do której można dostać się można jedynie z Deer Cave podczas której czeka was treking o długości 12 kilometrów przez dżunglę, podmokłe tereny i odchody nietoperzy;
  • góra Mulu – dojście na szczyt o wysokości 2377 metrów praktycznie z poziomu morza zajmuje łącznie 4 dni (w dwie strony). Śpi się w najprostszym możliwym zakwaterowaniu w samym środku dżungli, je i pije to co się zabrało ze sobą. Na trasie nie spotkacie nikogo innego poza swoją grupą. Prawdziwa wyprawa do dżungli;
  • poznanie historii i sposobu życia lokalnego plemienia Penan – ludu zamieszkującego tereny Mulu na długo przed powstaniem parku narodowego.
Skywalk w Mulu National Park – 30 metrów nad ziemią

Informacje praktyczne

Gdzie spać w Mulu?

Polecam nocleg bezpośrednio na terenie parku, który dysponuje zarówno dwuosobowymi chatkami, jak i dormitoriami. Budynki położone są blisko siebie tuż przy samym wejściu do parku. Na terenie znajduje się również mała restauracja z dobrym jedzeniem i biuro parku w którym bezpośrednio można wykupić wycieczki po parku z przewodnikiem. Jednak największą zaletą tego miejsca jest, że nie trzeba nigdzie chodzić, by dostać się do parku, co szczególnie można docenić jeżeli wykupiło się wycieczkę o 7 rano. Nocleg można zarezerwować bezpośrednio na stronie parku. Jeżeli jednak jego cena jest poza waszym zakresem lub nie ma już w nim miejsc to na drodze dojazdowej do parku znajduje się wiele innych noclegów, w których nie ma potrzeby dokonywania wcześniejszej rezerwacji. Rezerwacji noclegów na terenie parku można dokonać tutaj: www.mulupark.com. Ceny, to 58 MYR za łóżko w dormitorium, 265 MYR za pokój dwuosobowy z łazienką i 275 MYR za pokój czteroosobowy.

Ile kosztuje pobyt w Mulu i atrakcje Mulu National Park?

Mulu nie należy do tanich miejsc, ale poniższa lista na pewno pomoże Wam w planowaniu budżetu:

  • lot samolotem z Miri, Kuching lub Kota Kinabalu – 165 MYR/osobę;
  • nocleg – od 40-50 MYR/osobę (homestay);
  • jedzenie – od 10 do 20 MYR za standardowy, niewymyślny posiłek
  • woda – 5 MYR/1.5 litrową butelkę;
  • wstęp do parku – 50 MYR/osobę (ważny tydzień);
  • Canopy Skywalk – 65 MYR/osobę;
  • Clearwater Cave i Cave of the Wind – 67 MYR/osobę (w cenie transport łodzią);
  • Deer Cave i Lang Cave – 35 MYR/osobę;
  • góra Mulu – 650 MYR/osobę (grupy 3-12 osób);
  • wino ryżowe u gospodarza – 20MYR/1.5 litrową butelkę

Ile dni zaplanować

Dwie noce w zupełności wystarczą, by zobaczyć wszystkie cztery pokazowe jaskinie. Warto jednak zaplanować więcej czasu, gdyż nietoperze nie wylatują codziennie. Dodatkowo w Mulu nie ma jasno wyznaczonej pory suchej, więc równikowy deszcz może spaść o każdej porze roku. Warto z związku z tym zabrać coś przeciwko deszczowi i coś cieplejszego, gdyż noce potrafią być chłodniejsze niż w innych częściach Borneo,

0 komentarz
1

You may also like

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o