Strona główna Podróże z plecakiem Cookologia i podróż po Azji – od czego się zaczęło?

Cookologia i podróż po Azji – od czego się zaczęło?

przez Monika

Czym jest Cookologia?

Cookologia zaczęła raczkować na portalu Wykop, gdzie pod tagiem #cookologia wrzucałam zdjęcia moich lunchboxów do pracy i artykuły dotyczące dietetyki. Z różnych powodów przerwałam kontynuowanie tego projektu, ale ciągle się rozwijałam, m.in. w temacie dietetyki, sztuki i teorii kulinarnej, antropologii jedzenia i kuchni świata. Teraz, gdy zaczynam nowy rozdział w życiu (podróż do Azji jest jednym z jego elementów), chcę swoją wiedzę spisywać i publikować na blogu. Przez kolejne kilka miesięcy, gdy będę podróżowała po Azji moje wpisy będą skoncentrowane na dietetycznych i kulinarnych aspektach kuchni azjatyckiej. Z czasem znajdziecie tu również wpisy na temat: sztuki kulinarnej, antropologii jedzenia, dietetyki i gastrofizyki. Czysto podróżnicze doznania i techniczne aspekty podróży opisywać będzie gościnnie mój mąż Marcin, który miał ogromny wpływ na podjęcie mojej decyzji o wyjeździe do Azji.

Jeden z moich zestawów: jogurt naturalny z dodatkami, ogórek nadziewany, tajskie curry z pulpecikami.

Mój inny zestaw lunchboxów: ryż brązowy na mleku z dodatkami, pasztet z soczewicy, burgery z indyka.

A od czego zaczęła się nasza przygoda z Azją?

Z perspektywy Moniki

Rok 2015, wracamy z Filipin. Marcin mówi: „Monika, a może byśmy kiedyś pojechali na dłużej do Azji? No wiesz, na 3-4 miesiące.” Chyba wtedy oboje potraktowaliśmy to jako żart, ale jednak ziarenko powoli zaczęło kiełkować. Temat powracał co jakiś czas, bo nasza miłość do Azji rosła coraz bardziej z każdym odwiedzonym miejscem, obejrzanym zdjęciem, przeczytanym artykułem czy zjedzonym azjatyckim posiłkiem. Chyba kochamy Azję tak samo i w pewnym momencie stwierdziliśmy, że wyjedziemy na długi trip teraz albo nigdy. W lipcu wzięliśmy ślub i gdzieś tam czuliśmy, że teraz jest idealny moment na być może pierwszy i ostatni wyjazd na tak długo.

Gdy się wahałam, zaczęłam myśleć o tym czego tak naprawdę chcę. Czy pójść standardową, bezpieczną ścieżką: wziąć ślub, szukać większego mieszkania, kupić je, zacząć  urządzać, zdecydować się na dziecko? Tylko, że wtedy ten wyjazd być może nigdy nie dojdzie do skutku. Tym bardziej, że w głowie miałam słowa niektórych koleżanek, które na moje stwierdzenie, że z dzieckiem można podróżować odpowiadały: „Teraz jesteś taka mądra. Jak urodzisz to zmienisz zdanie. Dopóki nie macie dzieci to nic nie wiecie”. I chyba to pomogło mi podjąć decyzję. Nie wiem co będzie za kilka miesięcy lub lat. Może byśmy pojechali na taki szalony wyjazd jak odchowamy dzieci albo na emeryturze? A jeśli za 5 lat będę żałować, że nie pojechaliśmy w 2019 roku i różne czynniki spowodują, że nie będziemy mogli rzucić wszystkiego i wyjechać w taką podróż? Wyobraziłam siebie za kilka lat i wiem, że żałowałabym, że nie spełniłam swojego (naszego) marzenia.

Decyzja została podjęta. Przygotowania rozpoczęte. Rzuciliśmy pracę, by przez blisko rok poznawać kraje Azji Południowo-Wschodniej.

Co było dla mnie najtrudniejsze w podjęciu decyzji?

Chyba najtrudniejsza dla mnie była myśl, że przez 9 miesięcy będę daleko od rodziny. Z moją czwórką rodzeństwa i mamą widuję się bardzo często. Myślę, że jestem ogromną szczęściarą, bo mam wspaniałą rodzinę, którą czasami nazywam “5 razy M” – Mama, Marcin, Marta, Małgosia, Marysia i ja – Monika.

Z rok starszą siostrą Małgosią jesteśmy trochę jak bliźniaczki. Rozmawiamy po kilka razy dziennie, a jej wspaniały syn Szymek jest moim chrześniakiem. Najlepszą na świecie Mamę odwiedzam często, bo tak się składa, że często bywam w okolicach jej mieszkania. Zawsze mogę zatem wpaść na szybką kawę, ploteczki i pyszny obiad. Z Marysią uwielbiam się spotykać, gadać o głupotach i jeść azjatyckie jedzenie. Marta to moja najstarsza siostra i wiem, że zawsze mogę liczyć na jej dojrzałe i trafne rady. Marcin mieszka 2 przystanki od nas i jest najlepszym bratem jakiego można sobie wymarzyć, ma równie fajną żonę i dwójkę wspaniałych dzieci.

Rodzinne zdjęcie zrobione 19.01.2019 roku na chwilę przed naszym wyjazdem.

W rodzinie są jeszcze psy: Lucy (vel Lucyna, Lu) i Johnnie Walker (vel Jaś Wędrowniczek, Johnny lub Jo) – czyli cudowny duet Lu&Jo, które są trochę wspólne, bo z mamą przygarnęłyśmy je kolejno w 2010 i 2012 roku, a ja wyprowadziłam się w 2015. Z nimi to jest taki typ miłości, że jak wykonują nawet najprostsze czynności jak siadanie czy spanie to uważam, że robią to najpiękniej na świecie (zresztą tak samo uważają moje siostry i mama,  w mieszkaniu mamy często słychać: Ojeju, spójrz jak Lu słodko sobie siedzi. Oooo, jak Jo śmiesznie sobie ścieli łóżeczko).

Jo & Lu

Tak w skrócie to ciężko mi było wyobrazić sobie co najmniej 9 miesięcy bez nich. Pomyślałam jednak, że nie wyjeżdżamy na zawsze i że mogę dzwonić do nich bardzo często często poprzez Messengera czy WhatsAppa. Na razie nie dokucza mi tęsknota, bo chyba czuję się jak na dłuższym urlopie. Poza tym dzwonię do nich bardzo często i zdajemy szczegółowe relacje na specjalnie utworzonej grupie na Messengerze, więc tak naprawdę wiem co każdy robi danego dnia (np. co kto robi na obiad albo gdzie idzie wieczorem).

Ostatnie dni przed wyjazdem

Muszę jednak przyznać, że ostatnie dni przed wyjazdem były ciężkie. W dniu wyjazdu popłakałam się po wizycie u mojej ukochanej babci Marcina, później odebrałam ze szkoły Szymonka i w taksówce również prawie pociekły mi łzy (“My God, jak ja wytrzymam bez jego słodkiego gadania – trzymaj się, dziecko nie może zobaczyć twoich łez”). Po przyjeździe zamówiliśmy sobie chińskie jedzenie i trochę przeszło. Później miałam chwilę słabości, gdy spotkaliśmy się ze znajomymi na Nowym Świecie, gdzie dosłownie naprzeciwko mieszka moja mama. Byłam rozdarta pomiędzy spotkaniem ze znajomymi i ostatnimi momentami z moją rodziną, która tam czekała. Efekt był taki, że wychodziłam z knajpy, szłam do mamy, później wracałam do znajomych (kochamy Was swoją drogą).

Dobra to jednak napiszę szczególne pozdrowienia dla tych, co w piątkowy wieczór nas żegnali: dla Ali (nadal nie oglądamy horrorów bez Ciebie), dla Asi i Tomka (z Wami noc w Bangkoku skończyłaby się niczym w Kac Vegas), dla Anety i Krzysia (często o Was myślimy i byliście dla nas inspiracją, żeby planować wyjazd tak, żeby był luz i czas na jedzenie), dla Leszka (zawsze, gdy jemy wegańsko myślimy o Tobie). Pozdrowienia również dla Mateusza i Pauliny, którzy nie mogąc przyjechać postanowili nam rozładować baterie w telefonach.

19.01.2019, późny wieczór. Wyjeżdżamy. Ostatnie łzy (moje, tak wiem, że to trochę, a może nawet bardzo głupie), ale też ogromne podekscytowanie i radość.

Zaraz ruszamy… najpierw do Krakowa i Katowic, a później dalej na wschód

Jak jest teraz?

Teraz piszę tego posta z Tajlandii. Potrzebowaliśmy miesiąca dla siebie, żeby odpocząć,  ochłonąć, oswoić się z myślą, że zostawiliśmy wszystko na aż na prawie rok. A teraz zapraszamy do przeżywania przygody razem z nami ☺. W najbliższych dniach zaczniemy dzielić się z Wami wpisami, które przygotowaliśmy na Sri Lance oraz tymi, które na bieżąco powstają w Tajlandii. Na naszym blogu nie znajdziecie wystylizowanych zdjęć (nie wiem jak w takim klimacie zrobić makijaż, który by się utrzymał dłużej niż 30 minut), pełnych filtrów czy zrobionych w drogich restauracjach i hotelach. Jesteśmy w Azji, bo chcemy poczuć jej klimat, żyć i jeść tak jak robią to lokalni mieszkańcy.

Cieszymy się nowymi znajomościami ze wspaniałymi ludźmi, którzy często inspirują nas do kolejnych pomysłów. Kolekcjonujemy wspaniałe wspomnienia, którymi będziemy się z Wami dzielić. Poznajemy miejscowe zwyczaje i kuchnię. Ja biorę lekcje gotowania, ale nie w dużych szkołach kulinarnych, lecz u wspaniałych rodzin, u których się zatrzymujemy. Słucham zwierzeń głowy rodziny, który uroczo narzeka, że kiedyś kobiety były bardziej pracowite i po obraniu jackfruita suszyły go 3 dni, a nie od razu gotowały. Z zachwytem obserwuje codzienne, często ciężkie życie lokalnych mieszkańców, którzy mimo wszystko zachowują pogodę ducha i cieszą się życiem. Tak właśnie wyobrażałam sobie ten trip: blisko ludzi, lokalnej kuchni i cudownych widoków.

Pierwsze dni na Sri Lance

Więcej zdjęć znajdziecie w naszych kolejnych wpisach.

Z perspektywy Marcina

Trochę ponad rok temu razem z Moniką podjęliśmy decyzję o tym, by wyjechać w kilkumiesięczną podróż po Azji. Nie była to prosta decyzja do podjęcia. Nasuwały nam się same trudne pytania. Jak zareaguje rodzina? Co z pracą? Co z mieszkaniem i samochodem? Jak zabezpieczyć środki pieniężne na wyjazd? Już dość dawno skończyliśmy studia, mamy dość uporządkowane życie, więc rzucenie wszystkiego nie było takie proste. Każde z nas w jakiś sposób zabezpieczyło swoje kariery zawodowe i nagle mamy zostawić to wszystko za sobą?

Tak! Decyzja została podjęta – wywracamy swoje życie do góry nogami. Ja zrezygnowałem wygodnej posady w dużej korporacji, Monika odeszła z dużo mniejszej firmy. Sprzedaliśmy samochód, wynajęliśmy mieszkanie, kupiliśmy bilet do Dubaju w jedną stronę, aby 19 stycznia 2019 roku ruszyć w podróż. Nie będę ukrywał, że dla nas decyzja była o tyle prostsza, że nie mamy kredytu do spłacenia. Co więcej moja wcześniejsza inwestycja w naukę rynków finansowych przyniosła dobre efekty (przy dość dużej dozie szczęścia). Co po powrocie? Oboje mamy jakąś wizję lub pomysł, ale jeszcze na tyle dużo czasu przed nami, że wiele może się zmienić.

Mój dotychczasowy sposób planowania podróży

Każdy z odwiedzanych do tej pory krajów zwiedzaliśmy w ekspresowym tempie. Kto był kiedykolwiek ze mną w podróży, wie że zaplanowanych miejsc do odwiedzenia często jest bardzo dużo. Na tyle dużo, że raz zdarzyło mi się w trakcie czterodniowego wyjazdu… zapomnieć zaplanować czas na jedzenie. Ciągnie się to za mną do dziś i jest mi raz na jakiś czas wypominane przez znajomych. Podobnie intensywny wyjazd zaplanowałam kiedyś do Chin i Wietnamu. Wtedy przez ponad 3 tygodnie w żadnym miejscu nie spędziliśmy więcej niż dwóch nocy. Każdy z takich wyjazdów powodował, że po powrocie byliśmy bardziej zmęczeni niż przed wyjazdem.  Było to jednak przyjemne zmęczenie, bo mieliśmy świadomość, że udało się zobaczyć kolejny kawałek świata, poznać lokalną kulturę i kuchnię. Minusem takiego planowania był brak możliwości zmiany planów jeżeli dane miejsce w którym przebywaliśmy nam się bardzo spodobało.  Nie mieliśmy również możliwości odwiedzić miejsc, o których dowiedzieliśmy się już w trakcie podróży.  Cały plan wyjazdu był z góry określony:

  1. W poniedziałek jedziemy pociągiem z Kantonu do Guillin;
  2. We wtorek płyniemy promem przez malowniczą rzekę Jangcy do Yangshuo;
  3. W czwartek wracamy do Guillin by złapać samolot do Lijang z przesiadką w Kunming (i noclegiem na lotnisku), po to by…
  4. ….dwa dni później wrócić pociągiem z powrotem do Kunming.

W ciągu trzech tygodni odbywamy dziewięć lotów, trzy przejazdy pociągiem i raz płyniemy promem. Wszystko po to by zobaczyć jak najwięcej, w jak najkrótszym czasie. Tak było w 2017 roku w Chinach i w Wietnamie.

Czasami plan podróży był bardzo napięty – nocleg na lotnisku Kunming w Chinach

Czy można zaplanować podróż na kilka miesięcy?

Teraz jest inaczej. Wir przygotowań do wyjazdu, dopinania tematów w pracy, czy spotkań z rodziną i przyjaciółmi na tyle mocno nas wciągnął, że czasu na planowanie praktycznie nie było. Mieliśmy kupiony lot do Dubaju, w grudniu 2018 kupiliśmy przelot na Sri Lankę, a niedługo potem dalej do Bangkoku. Monice przed wyjazdem udało się określić jedynie miejsca, które powinniśmy odwiedzić. Nie zaplanowaliśmy żadnych szczegółów – gdzie będziemy nocować i jak do tych miejsc dojechać. To wszystko z założenia mieliśmy zaplanować po drodze. Wbrew moim wcześniejszym obawom wszystko się udało. Nie jesteśmy w ciągłym biegu, nie pędzimy obejrzeć kolejnego widoku lub świątyni, nie spieszymy się na samolot. Mamy na tyle dużo czasu, że możemy wszystko spokojnie zaplanować, odwiedzić te miejsca które nam się podobają, zjeść obiad (!), a jeżeli której miejsce wyjątkowo nas urzeknie – zostać w nim na dłużej. Dla mnie jest to niewątpliwa odmiana. Nie oszukuję się tutaj – nie da się dokładnie zaplanować wyjazdu na kilka mieięcy. Ba! Nawet nie ma sensu! Każdy dzień przynosi nowy pomysł.

Nasz plan na dalszą część wyjazdu

Żebyście źle nie zrozumieli – to nie jest tak, że nie wiemy gdzie chcemy jechać. Wiemy jakie kraje chcemy odwiedzić i z grubsza mamy plan na wyjazd. Z grubsza, bo skoro nam się nie spieszy, to postanowiliśmy oszczędzić na lotach. Gdzie będzie to tylko możliwe będziemy wykorzystywać najtańsze, lokalne środki transportu. Co za tym idzie, nie jesteśmy przywiązani do konkretnych terminów (chyba, że akurat będzie nam się kończyć wiza). Pisząc ten artykuł, jesteśmy już w podróży po Tajlandii. Zmierzamy w kierunku północnej Tajlandii, by przeprawić się drogą lądową do Laosu, na południe do Kambodży, a następnie w kwietniu z powrotem do Bangkoku na Songkran – tajski nowy rok, czyli trzydniowy Lany Poniedziałek w 35 stopniowym upale.

Songkran 2056 rok… czyli nasz 2013 rok

W połowie kwietnia lecimy na Filipiny. Spędzimy tam Wielkanoc, gdyż Filipiny to najbardziej katolicki kraj w Azji Południowo-Wschodniej. Podobnie jak w 2015 roku będziemy również uczestniczyć w pięciodniowym rejsie z TAO po bezludnych filipińskich wyspach.  Po raz kolejny zobaczymy życie pomiędzy wyspami Coron i Palawan. Będziemy jeść świeże owoce morza, spać na białym piasku pod gołym niebem i podziwiać wciąż dziewicze regiony Filipin. Z południa Palawanu udamy się promem na Borneo w Malezji, a następnie do Singapuru i Malezji kontynentalnej. Przejeżdżając całą Malezję z powrotem odwiedzimy Tajlandię – tym razem jej południową część. Co potem? Zobaczymy. W naszych głowach jest jeszcze Indonezja, Wietnam, Mjannma (Birma), Tybet, Chiny, Mongolia i powrót koleją transsyberyjską. Tyle w teorii. Jak dokładnie ułoży nam się wyjazd – to się okaże po drodze. Jeżeli chcecie wiedzieć co się z nami dzieje – śledźcie nas na Instagramie, Facebooku lub zapiszcie się do newslettera.

 

Zapisz się do newslettera, a będę Ci wysyłać informacje o nowych postach.

2 komentarze
2

You may also like

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
MarcinIwona Pietrasz Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Iwona Pietrasz
Użytkownik
Iwona Pietrasz

Siemanko. Cudny pomysł. Zazdro 😍 opowiadajcie jak Wam mijają dni. Gdzie śpicie, jak poznajecie ludzi, czy wszystko układa się bez problemów ? Dajcie nam więcej mięsa 😍😄

Marcin T
Editor

Staramy się nadrobić materiał 😉 Ciężko o to mięso, na razie wszystko idzie dobrze. Ale mamy już kilka gotowych artykułów, m.in. jak się spakowaliśmy, o alkoholu na Sri Lance.